czwartek, 21 marca 2013

Pilna potrzeba :D by Natalie [Piątek]

Tym razem biegłam koło kobiety i jej męża. Chciałam ich uchronić przed śmiertelnym zaklęciem. Szaleniec z blizną na całej twarzy powiedział coś i rozbłysło zielone światło, tym razem trafiło ono na mnie. Upadłam kobieta podbiegła do mnie i powiedziała.
-Natalie...Natalie...No Natalie, zbudź się!!!-
Otworzyłam oczy, nade mną pochylały się Mia, Noelle i Caroline, Lucie chyba nie obudziły moje wrzaski bo nadal słodko spała.
-Natalie co się stało?- zapytała Noelle ze słodkim akcentem.
-Miałam okropny sen...-zaczęłam, ale nie musiałam im wyjaśniać, dobrze wiedziały o czym. Wszystkie dziewczyny razem ze mną szukały informacji, o tej kobiecie.
-To wiemy, ale tym razem zaczęłaś krzyczeć.-powiedziała Caroline i zaczęła czesać swoje długie, lekko falowane brązowe włosy.
-No nie...to już trochę przegięcie...-powiedziałam wstając z łóżka i ponownie na nim siadając.
-Co tym razem ci się śniło?-zapytała Mia opuszczając czerwone włosy z warkocza.
-Tym razem to ja oberwałam, tym zaklęciem.- powiedziałam i westchnęłam.
-A jakie to było zaklęcie?- zapytała Caroline wścibskim tonem.
-No nie wiem...Nie słyszałam go, ale towarzyszyło mu zielone światło i po nim się umierało.- powiedziałam machają rekami.
-To musiało być Avada Kedavra...Zaklęcie śmierci, rodzice mi o nim opowiadali...-dodała Mia.
Zobaczyłam na zegarek, 3:39.
-Uda wam się jeszcze zasnąć?- zapytałam, mnie raczej nie, nie chciałabym powtórki.
-Nie, jak mnie już zbudzono, to nie zasnę.-powiedziała Noelle ścieląc łóżko. Przez swój kolor skóry, wydawała się wręcz czarna w tych ciemnościach.
-No to co porobimy?-zapytała Caroline.
-Może pierw oporządzimy się i znam takie zaklęcie, poza system nauczania w szkole, możemy poćwiczyć.- powiedziałam.
-Ok.-rzuciły Mia, Caroline i Noelle.
Wszystkie zaczęłyśmy ścielić łóżka i oporządzać się. Wzięłam grzebień i podeszłam do lustra czesząc swoje włosy. Po jakimś czasie kiedy byłyśmy już w szatach i łózka były pościelone, ciszę przerwała Caroline.
-No to mów to zaklęcie.- powiedziała podekscytowanym tonem.
-Ok. Zaklęcie jest na dementory...wiecie co to jest?-kiwnęły głowami.-Wyczarowuje zwierzę które je odgania. Musicie przypomnieć sobie wasze najszczęśliwsze wspomnienie i powiedzieć Expecto Patronum.-powiedziałam.
Wszystkie zaczęły mówić to zaklęcie, ale za każdym razem wychodziła z różdżki tylko mgiełka. Teraz i ja spróbowałam. Przypomniałam sobie najszczęśliwszą chwilę w moim życiu.
-Expecto Patronum!- z różdżki pojawiła się mgiełka tym razem z ogonem. 
-No, ale ty już wcześniej znałaś to zaklęcie.-prychnęła zazdrosna Caroline.
-No, tak.- powiedziałam. Spojrzałam na zegarek, była już 7:29.- Chodźcie na śniadanie. Teraz dopiero, zaczęła ziewać i rozciągać się Lucie.
-Wy już na nogach?- zapytała sennym głosem, ukrywając ziewanie.
-Tak idziemy na śniadanie. Poczekamy na ciebie.- powiedziała Noelle.
Dziewczyna szybko doprowadziła się do ładu i wyszłyśmy na śniadanie. Za nami podążali chłopacy, pewnie o tej porze zwykle wstawali. W Wielkiej Sali nie było dużo uczniów. Zauważyłam przy stole gryfonów paczkę Carmen. Nałożyłam sobie jajecznicę i pochłonęłam ją w oka mgnieniu. Poszliśmy na pierwsze zajęcia, tym razem Nick i Nathan chcieli mieć ,,Męski Dzień"- tak to ujęli, więc poszły ze mną Mia i Noelle, Caroline trzyma się z Lucie. Na obronę przed czarną magią dotarłyśmy dość szybko.

-Witam wszystkich ponownie. Dzisiaj nauczymy się przydatnego zaklęcia obronnego. Oczywiście będziemy się jeszcze w tym roku uczyć o różnych stworach, ale myślę, że to zaklęcie przyda wam się do obrony, jakby coś się wam działo. Tak na wszelki wypadek, nie?- wszyscy przytaknęliśmy.
-Więc zaklęcie nazywa się Drętwota. Wymawia je się tak samo. Zaklęcie oszałamia przeciwnika oraz powoduje silną drętwotę ciała, a czasami nawet utratę przytomności, także lepiej nie używać go dla zabawy. Tak więc stańcie w kolejce przed tym manekinem. Będziecie na nim ćwiczyć. Pozwólcie, że zaprezentuję.- Lupin wyjął różdżkę i wskazując na człowieczka wypowiedział zaklęcie. Ten zakręcił się na kijku. Nic mu się nie stało, bo nie jest żywy. Wszyscy po kolei próbowaliśmy i oczywiście każdy zarobił trochę punktów. 


Poszłyśmy na zaklęcia z puchonami. Przed salą zobaczyłam Isabell. Podeszłam do niej razem z dziewczynami.
-Hej Bella, i jak tam pierwszy tydzień?- zapytałam. Mia i Noelle dobrze wiedziały kto to jest, ponieważ mieliśmy głównie przedmioty z puchonami.
-Nie najgorzej, a tobie?-
-Bardzo fajnie.- dodałam z uśmiechem.

-Witam drogie dzieci. Dziś nauczymy się bardzo pożytecznego i przydatnego zaklęcia, czyli Reparo. Powtórzcie wszyscy razem.- pisnął Profesor. Wszyscy huknęli Reparo. Profesor rozdał nam po pięć stłuczonych talerzy, każdy miał je naprawić.
-Reparo.- i nic.-Reparo.- dalej nic...-Reparo!-no napraw się w końcu!!!-Reparo!!- i zadziałało, talerz zaczął sam się składać. Na następnych talerzach poszło mi dość łatwo. Zobaczyłam jak radzą sobie inny. Jace oczywiście naprawił wszystkie. Mii udało naprawić się trzy, natomiast Nick, cały poczerwieniał od wysiłku i chciał różdżka potłuc talerze. Po lekcji poszliśmy na lunch. Nałożyłam sobie spaghetti i sok z dyni. Poszłyśmy na transmutację.

Na lekcji Profesor McGonagall kazała nam ćwiczyć przemienianie szkła w metal. Trochę trudne, ale każdy sobie poradził. No...prawie każdy... Kilkoro uczniów zamiast zamienić szklankę w metal, zmieniało inne rzeczy... niektórzy nawet części ciała... Kilka puchonów i Peter musiało iść do pielęgniarki, bo żadne zaklęcie nie chciało działać.
-Poćwiczcie jeszcze trochę po lekcjach. Możecie już iść.- powiedziała McGonagall.


Mieliśmy już iść na eliksiry, kiedy odczułam silną potrzebę skorzystania z toalety.
-Natalie, gdzie idziesz?-spytała się Noelle.
-Za dużo soku dyniowego!- rzuciłam i pobiegłam szukać toalety.
Znalazłam jakąś toaletę i weszłam do niej. Zobaczyłam tam jakiegoś ślizgona z 6 klasy. Jeszcze raz zobaczyłam napis na drzwiach: Toaleta dla DZIEWCZYN! Co on tutaj robi?! Ale i tak toaleta nie była czynna. Drzwi powyrywane z zawiasów, lustra częściowo rozbite i dało słyszeć się czyjś płacz. Duch dziewczynki latał od kabiny do kabiny. To to była Jęcząca Marta! Ta toaleta na bank nie nadawała się do użytku. postanowiłam wycofać się, zanim zostanę zauważona.  Nie zdążę już skorzystać z toalety, bo zaraz zaczną się eliksiry! Pobiegłam szybko do lochów, na schodach potrąciłam kilka uczniów i dało słyszeć się krzyki: Uważaj jak idziesz! lub Patrz gdzie leziesz!. Na szczęście nie byłam spóźniona. Na lekcji Profesor Snape mówił jak zdobyć bezoar, ja oczywiście słuchałam go, ale trzęsłam też nogą, ponieważ mam pełny pęcherz. 
-Natalie, co ci jest? Nie możesz wysiedzieć?- zapytał się ironicznie Snape
-Profesorze, ja muszę skorzystać z toalety!- wręcz krzyknęłam. Klasa zachichotała.
-No, dobrze idź, ale wracaj szybko!- powiedział.
Zerwałam się natychmiast z krzesła i popędziłam do najbliższej toalety. Wypróżniłam się i pobiegłam na lekcję. Zdążyłam akurat na pięć minut przed końcem. Oczywiście zadał nam zadanie domowe, jak wydobyć bezoar. Poszliśmy na obiad. Zjadłam kanapki i ruszyliśmy na historię magii. Profesor Binns gadał o jakiś goblinach i oczywiście zadał zadanie domowe.

Z klasy wybiegli uczniowie krzycząc: Weekend! Poszłyśmy do pokoju wspólnego, by szybko odrobić prace domowe. Teraz ćwiczyłyśmy zaklęcie Reparo.
-Mia, weź coś stłucz.- powiedziała Noelle.
-Czemu ja?Niech Natalie to zrobi.-powiedziała.
Niby przez przypadek stłukłam wazon. Noelle powiedziała zaklęcie naprawiające i już stał na miejscu. Przypomniało mi się, że mam te nieszczęsne lekcje ze Snapem! Pobiegłam do lochów, profesor siedział już za biurkiem. Usiadłam i Snape zaczął mówić.
-Natalie, myślę, że sama dasz radę ćwiczyć swoją umiejętność. Możesz iść.- udałam smutną i wyszłam "zawiedziona" z sali. Potem wbiegłam do pokoju wspólnego.
-Nie mam lekcji ze Snapem, uważa że sama dam rade to ćwiczyć!- krzyknęłam do Noelle i Mii. Uśmiechnęły się. 
-Co będziemy robić w weekend?-zapytała Noelle.
-Szukać informacji w bibliotece, odwiedzimy Hagrida, pójdziemy na błonia...Co tam chcecie.-powiedziałam i poszłyśmy do dormitorium spać.

środa, 20 marca 2013

Mój nos!!! by Carmen :) [piątek!!!]

  Aaaaammm... Która godzina? 7:28. Nie jest źle. Ubrałam się w szaty, przyszykowałam się i wyszłam z sypialni. Chwilę później ujrzałam Bridget schodzącą po schodach. Poszłyśmy razem na śniadanie. Przy stole Gryfonów siedział nie kto inny, tylko Paul oczywiście. Zjedliśmy razem śniadanie. Już mieliśmy wychodzić, kiedy podeszła do mnie Profesor McGonagall.
-Anail, wiem że to będzie dopiero druga lekcja, ale chciałam, żeby odbyła się pod okiem Profesora Dumledore'a, dlatego więc spotkamy się dzisiaj pod jego gabinetem. Mam nadzieję, że się nie spóźnisz.- powiedziała i odeszła. Paul popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Pod okiem Dumbledore'a??!! Łał...- uśmiechnęłam się do niego lekko. Ruszyliśmy na obrone przed czarną magią.

-Witam wszystkich ponownie. Dzisiaj nauczymy się przydatnego zaklęcia obronnego. Oczywiście będziemy się jeszcze w tym roku uczyć o różnych stworach, ale myślę, że to zaklęcie przyda wam się do obrony, jakby coś się wam działo. Tak na wszelki wypadek, nie?- wszyscy przytaknęliśmy.
-Więc zaklęcie nazywa się Drętwota. Wymawia je się tak samo. Zaklęcie oszałamia przeciwnika oraz powoduje silną drętwotę ciała, a czasami nawet utratę przytomności, także lepiej nie używać go dla zabawy. Tak więc stańcie w kolejce przed tym manekinem. Będziecie na nim ćwiczyć. Pozwólcie, że zaprezentuję.- Lupin wyjął różdżkę i wskazując na człowieczka wypowiedział zaklęcie. Ten zakręcił się na kijku. Nic mu się nie stało, bo nie jest żywy. Wszyscy po koleji próbowaliśmy i oczywiście każdy zarobił trochę punktów. Teraz eliksiry. Ech...

***

-Czemu Snape musi być taki wredny!?- krzyknął Max opierając się ręką o brodę.
-Nie denerwuj się. On dla każdego taki jest.- próbowałam pocieszyć chłopaka, ale widać było, że był już na maksa zdołowany. Snape tylko na niego tak się mścił, niewiadomo dlaczego. Może to trochę wina Maxa...
-Nie rozmawiajmy już o tym. To była ostatnia lekcja eliksirów w tym tygodniu. Trzeba się cieszyć.- zawołał Paul.
-No nie wiem...- zjedliśmy lunch do końca i ruszyliśmy na transmutację.

Na lekcji Profesor McGonagall kazała nam ćwiczyć przemienianie szkła w metal. Trochę trudne, ale każdy sobie poradził. PRAWIE każdy... Brian zamiast zamienić szklankę w metal, zmienił sobie rękę. Musiał iść do pielęgniarki, bo żadne zaklęcie nie chciało działać.
-Poćwiczcie jeszcze trochę po lekcjach. Możecie już iść.- powiedziała McGonagall. Wyszliśmy z sali. Podeszliśmy kawałek i odłożyliśmy torby pod klasą od zaklęć. Poszłam na dziedziniec z różdżką. Paul chyba z ciekawości podąrzył za mną. Inni zostali pod salą. Usiadłam na trochę wilgotnej trawie. Wzięłam różdżkę do ręki i popatrzyłam na Paula. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Expecto patronum- szepnęłam. Pomyślałam jeszcze mocniej o mojej najszczęśliwszej chwili, czyli o pierwszym dniu w Hogwarcie, dowiadywaniu się o magii...
-Expecto Patronum!- chłopak dziwnie na mnie spojrzał. Nie wiedział co ja robię. Po paru próbach wreszcie z końca różdżki wyleciał mały dymek. Nie jestem pewna, czy miał jakiś kształt. Zrobił kilka fikołków w powietrzu i zniknął.
-Co to jest?- spytał Paul. Niestety musieliśmy już wchodzić do sali, więc nic nie powiedziałam.
-Witam drogie dzieci. Dziś nauczymy się bardzo pożytecznego i przydatnego zaklęcia, czyli reparo. Powtórzcie wszyscy razem.- pisnął Profesor. Wszyscy huknęli reparo. Teraz praktyka. Flitwick porozdawał nam stłuczone talerze. Kazdemu po pięć. Mieliśmy je naprawić. Nikomu chyba za pierwszym razem się nie udało.Stuu tylko pogarszał stan swoich talerzy, dopóki Profesor nie powiedział mu, że źle wymawia zaklęcie.

Na obiedzie usiedliśmy przy stole i wszyscy nałożyliśmy sobie coś do jedzenia.
-Co będziemy robić w weekend?- spytała Bridget z kurczakiem w buzi.
-Odrabiać lekcje.- odpowiedziałam szczerząc zęby.
-Ech... To będzie trzeba, chyba że nic nam nie dadzą, ale to mało możliwe. Snape już nam dał rozprawkę do napisania. Z zielarstwa może coś być?-
-Może. A czy ja wiem?- odpowiedział Max.- chodźmy już do szklarni. Będziemy mogli sobie zająć fajne miejsca.- zgodziliśmy się i ruszyliśmy w stronę drzwi.

***

 Z zielarstwa niestety mamy zadanie domowe. Musimy napisać coś o roślinach hodowlanych. Pożegnałam się z kumplami i poleciałam pod gabinet Profesora Dumbledore'a. Tam czekała już McGonagall.
-Wchodź to środka.- wskazała na spiralne schody.- Profesor już czeka.-
Wdrapałam się powoli po schodach. Na górze zastałam tylko piękne mosiężne drzwi. Czarodziejka otworzyła je i przywitała się z dyrektorem. Zrobiłam to samo, po czym starzec zaczął konwersację.
-Czyli jesteś siostrzenicą Tonks, tak? To miło. Dawno w Hogwardzie nie było metamorfomaga.- uśmiechnął się do mnie. Od razu widać, że to życzliwy człowiek. Tym razem odezwał się do nauczycielki.- Mówiłaś, że miałyście na razie tylko jedną lekcję. Dobrze jej idzie?-
-Tak, lecz trzeba jeszcze popracować.- odparła. Dumbledore podszedł do mnie powoli. Podrapał się po brodzie.
-BU!- wzdrygnęłam się. Najwidoczniej coś się stało z moimi włosami, bo Profesor popatrzył na nie z ciekawością.
-Carmen, spróbuj zmienić jakąć część swojego ciała, na przykład nos, co?- powiedział życzliwie Dumbledore. Przytaknęłam głową. Nigdy jeszcze tego nie robiłam, ale warto spróbować. Zamknęłam oczy. Pomyślałam o moim nosie. Chciałam zmienić jego kształt. Nagle usłyszałam lecącą kaczkę za oknem. Chyba trochę skupiłam się na kaczce, ale i tak postarałam się zmienić kształt nosa. McGonagall zrobiła wielkie oczy. Podeszłam zdziwiona do wiszącego na ścianie lustra. Zamiast nosa miałam kaczy dziób!

***

-I naprawdę miałaś taki nos?! Nie wierzę...-
-To uwierz, Stuart. To się stało przez przypadek, ale stało się.- widząc ich miny, zaśmiałam się i poszłam do sypialni, bo zmęczona już byłam. Przed zaśnięciem, postanowiłam sobie, że napiszę jutro list do rodziców i że odwiedzę Hagrida i że spotkam się z Natalie i...

  głupia kaczka -,-

poniedziałek, 18 marca 2013

Szperanie w bibliotece by Carmen [czwartek]

Już ranek? Nie... 3:59?! Naprawdę?! Nie... Nie wytrzymam już tego więcej. Ciągle tak wcześnie wstaję.  ...  Chyba już znam powód. Kto to się tam obija na schodach? Wyszłam z pokoju. Nie zauważyłam, że schody zmieniły się w ślizgawkę i zjechałam szybko na sam dół. Wpadłam prosto na leżącego na podłodze Paula.
-Paul, co ty tu robisz i czemu chciałeś wejść do dormitorium dziewczyn. Nie pamiętasz, że schody właśnie tak się zachowują?- powiedziałam do niego wstając.
-Przepraszam, zapomniałem. Nie mogę spać od pół godziny. Myślałem, że nie śpisz...- chłopak także powoli wstawał z podłogi.
-No teraz już nie.- zaśmiałam się lekko.
-Nadal masz czarne włosy. Możesz zmienić ich kolor znowu? Na na przykład.... Hmmmm... blond.-
-Chyba mogę. Czekaj chwileczkę. Daj mi się skupić.- chwila skupienia. Jeszcze... Mrowienie w głowie.
-I jak?- spytałam.
-Teraz twoje loki są brązowo-blond. Śmiesznie to wygląda. Spróbuj jeszcze raz.- ponownie chwila skupienia i ponowne mrowienie w czaszce. Jeszcze chwila w ciszy. Otwieram oczy. Paul ma otwartą buzię. Chyba dziwnie to wyglądało jak moje włosy zmieniały kolor, bo najwidoczniej zmieniły. Podeszłam do lustra. Miałam piękne blond loki. Ani trochę brązu. Odwróciłam się i ujrzałam Paula patrzącego na mnie z miną typu: dobra robota...

***

Po śniadaniu ruszyliśmy całą paczką w stronę szklarni. Dzisiaj mówiliśmy o roślinach rosnących na łąkach. Uczyliśmy się jak się nimi zajmować.
W drodze do wieży północnej, jakiś koleś, najprawdopodobniej ze Slytherinu wpadł na nas.
-Uważaj jak idziesz.- syknął w moją stronę. O mało mnie nie przewrócił. Wydał mi się podejrzany, poniewać niósł kociołek, kilka dziwnych przedmiotów, chyba składników do eliksirów oraz książkę. Ciekawe co zamierza z tym zrobić. Ugotować sobie zupę? Bo na zdolnego mi nie wyglądał.

Zaklęcia- lumos. Dosyć przydatne zaklęcie. Wyczarowuje na końcu różdżki małą kulkę światła. W sali było straszliwie ciemno. Profesor Flitwick kazał nam naraz wypowiadać to zaklęcie. Mi się chyba udało z 7 razem. Przyda się przy nocnych eskapadach.~ mruknął Stuu.
Po dzwonku poszliśmy do sali od obrony przed czarną magią. Na lekcję nie musieliśmy długo czekać. Prawie się spóźniliśmy. Lupin uśmiechnął się do mnie, jakby z zakłopotaniem. Dobraliśmy się w pary. Mieliśmy ćwiczyć zaklęcie Protego, które wyczarowuje "tarczę" przed nami, która broni nas przed zaklęciami i odbija je do przeciwnika. Ćwiczyłyśmy razem z Natalie. Nawet dobrze nam szło. Każdy komu się udało, zarobił 2 punky dla swojego domu.
-Dobrze że już obiad, bo umieram z głodu!- oznajmił nam Max, pocierając się po brzuchu.

***

-Czyli mam rozumieć, że chcecie przekopać cała bibliotekę?-spytała Bridget pijąc sok dyniowy.
-Tak jakby, chcemy znaleźć informacje o tej kobiecie z mojego snu.-odpowiedziała Natalie.
-Jak chcesz ją znaleźć, skoro wiesz tylko to, jak ma na imię i, że ma bliźniaczkę?-zapytał Paul.
-Popatrzymy na album szkolny z tamtego roku.Wyglądały na co najmniej 20 lat... Musi być przecież jakiś album szkolny, prawda?-
-No nie jestem pewny, ale nie zaszkodzi spróbować.- powiedział Nathan.
-Ja chciałabym też poszukać coś o Tonks...w końcu to moja ciocia...-dodałam cicho.
Wszyscy ucichli. No właśnie! Przecież ja im nic nie mówiłam o Lupinie ani o Nimfadorze. Ale jestem głupia!
-Dobra, będziemy czekać pod obrazem z Grubą Damą, o 17:00- powiedziała Mia. Wszyscy przytaknęliśmy i wyszliśmy z Wielkiej Sali.

-Mamy teraz godzinę wolnego. Co robimy?- zapytała Bridget.
-Może pójdziemy na błonia? Ładna pogoda jest. Możemy z tego skorzystać.- wszyscy się zgodziliśmy, tak więc ruszyliśmy na błonia. Akurat Hagrid był ze swoim ogromnym psem na spacerze.
-Hej Hagrid. Czy to jest Kieł?- spytałam podchodząc do wilczura. Ten polizał mnie leniwie po twarzy i zamachał parę razy ogonem.
-Tak, cholibka. Musiałem z nim wyjść, bo wiercił się i płakał, a ja nie mogłem tak na niego patrzeć, to wziąłem go do Zakazanego Lasu. Troszku pobiegał i teraz zmęczony prawie utrzymać na nogach się nie może.- zaśmiał się- ale on i tak zawsze będzie taki sam. Mały głuptas... Chcecie do mnie wpaść na herbatę?- widząc miny kolegów, podziękowałam miło. Widać, że oni nie czują się komfortowo przy Hagridzie, a co dopiero przy jakimś ogromnym wilczurze. Paul jednak pogłaskał psa.
Poodpoczywaliśmy jeszcze trochę na błoniach i wróciliśmy do zamku.

***

-Ej! To nie fair! Zasługiwałem przynajmniej na Z. Czemu O? Nienawidzę Snape'a...-
-Spokojnie Stuu. Po prostu za dobrze to zrobiłeś i Snape nie chciał mieć konkurencji w eliksirach.- Stuart zaśmiał się lekko. Wróciliśmy do pokoju wspólnego. Mamy jeszcze godzinę do 17:00.
-Co będziemy robić przez ten czas?- spytałam reszty.
-Może.... odrobimy lekcje? Nie chcę robić ich wieczorem. Wtedy trudniej się skupić.-
-Racja.- zadali nam z zielarstwa, oczywiście z eliksirów oraz z astronomii. Pierwszy tydzień i tyle zadane! Zielarstwo tylko napisać jakie rośliny nietrujące można spotkać w lasach. Banalne! Mówiliśmy nawet o tym na lekcji. Dobra... Eliksiry- wymień wszystkie składniki Eliksiru Bombaku. Eeeee... na pewno jest w podręczniku. 0,2 l. krwi wini, 0,02 l. luzu Etiki, 1 oko wini i 2 g. sproszkowanego rogu Jednorożca. Spoko... I oczywiście astronomia. Trzeba uzupełnić plan nieba. Na szczęscie tylko to, co robiliśmy. To... to tu... nie... TO tu i to.... Hmmm...
-Ehm. Nie chcę wam przeszkadzać, ale jest już 17:13, więc może pójdziemy wreszcie do nich?- Paul ma rację! Wpisałam jeszcze kilka nazw i pobiegłam do wyjścia.
-No nareszcie, myśleliśmy, że się was nie doczekamy!-powiedziała Natalie ze zniecierpliwieniem.
-Przepraszam, zapomnieliśmy...- chciałam wytłumaczyć.
-Dobra chodźcie już.- powiedziała Mia i powędrowaliśmy do biblioteki.

***

Po wejściu do biblioteki, zorientowałam się, że jestem w tym miejscu po raz pierwszy. Wszędzie widać było ogromne regały z książkami, aż można było się poczuć jak mrówka. Stare, kolorowe księgi widniały na każdym regale. Gdzie się nie popatrzyło- tam książki. Raj dla Natalie. Ona kocha czytać. Ruszyliśmy najpierw poszukać coś o tej kobiecie ze snu Nat. Po jakimś czasie jedna książka bardzo przykuła moją uwagę. W środku było zdjęcie wesołej dziewczyny z podpisem: Nimfadora Tonks. Nie wiedziałam, że ona tak wyglądała...
-Znalazłaś coś?- spytał Max patrząc na mnie znad książki.
-Tak...- wydusiłam z siebie.- Znalazłam parę informacji o Nimfadorze Tonks, wiedzieliście, że była w Huffelpufie?- spytałam innych. Usłyszałam tylko oschłą odpowiedź:
-W tej chwili robimy coś innego.- popatrzyłam na Nathana z wyrzutem. Ujrzałam tylko kupkę potarganych włosów wbijających zmęczony wzrok na książkę. Widać, że są zmęczeni.
Po jakimś czasie większość zasnęła. W końcu Natalie powiedziała, żebyśmy poszli już do dormitoriów, bo na pewno jest późno. Przy drzwiach Pani Pince patrzyła na nas surowym wzrokiem.


W pokoju wspólnym przycząłagałam się do sypialny i położyłam się spać. Nawet nie miałam siły, by przebrać się w piżdżamę. Usłyszałam tylko skrzypienie łóżek i odpłynęłam w świat snu...

sobota, 16 marca 2013

Książki...Dużo książek...by Natalie [Czwartek]

Śniła mi się wciąż ta kobieta, jak umierała wraz z mężem. Tak w sumie były dwie takie same kobiety, to chyba były...bliźniaczki. I jeszcze mówiła coś o Natalie, że jest bezpieczna...Nie to nie mogłam być ja... Wstałam, zerknęłam na pozostałe łóżka. Nikogo nie było! Spojrzałam na zegarek, 8:29! Szybko się ubrałam i popędziłam na śniadanie. Czekał mnie czwartek, najgorszy dzień. Nie dość, że tyle przedmiotów, to jeszcze dwa możliwe ze ślizgonami! Zjadłam szybko kanapkę i poszłam na historię magi. Okazało się, że jestem spóźniona, 2 minuty. Wielki mi spóźnienie! Zajęłam szybko ławkę. Nawet nie starałam się robić notatek. Zasłoniłam się książką o historii magii, chcąc pogadać z Nickiem.
,,-Kiedy ta męka się skończy?"-zapytał się w myślach Nick.
,,-Nick..."-powiedziałam. nie spodziewałam się, że tak gwałtownie na to zareaguje! Aż podskoczył i momentalnie odwrócił głowę w moją stronę. Nikt na szczęście tego nie zauważył.
,,-Nat, nie strasz mnie tak!"-pomyślał.
,,-Przepraszam, nie myślałam, że tak na to zareagujesz. Wiesz, dzisiaj przeszukujemy z Carmen bibliotekę, w celu znalezienia kim jest ta kobieta. Myślałam, że gdyby Niewerbalni się przyłączyli, poszło by o wiele szybciej...To jak wchodzisz w to?"- 
,,-Pewnie, zawiadom innych...Czy mogłabyś nie czytać mi teraz w myślach? Da się jakoś od tego chronić?"-
,,-Chyba, nie...No skoro nasz "mistrz oklumencji" nie mógł...to uczeń chyba też nie."-
,,-To zarazem fajne i okropne"- 
,,-Jak uważasz."- 
Skończyła się lekcja i oczywiście pan Binns nam pracę domową. Poinformowałam Nathana i Mie o tym "wypadzie" do biblioteki. Nim dotarliśmy, już nauczycielka stała pod klasą. Znowu zasłoniłam się książką i powiedziałam w głowie Carmen.
,,-Twoja paczka też się przyłączy do szukania informacji w bibliotece?"-
,,-Zapytam się, ale raczej tak"-
Lekcja szybko się skończyła i poszliśmy na lunch. Nathan, Mia, Nick i ja dosiedliśmy się do stołu gryfonów.
Jadłam kurczaka, popijając sokiem dyniowym.
-Czyli mam rozumieć, że chcecie przekopać cała bibliotekę?-zapytała Bridget z jedną brwią uniesiona do góry.
-Tak jakby, chcemy znaleźć informacje o tej kobiecie z mojego snu.-powiedziałam.
-Jak chcesz ją znaleźć, skoro wiesz tylko to, jak ma na imię i, że ma bliźniaczkę?-zapytał Paul.
-Popatrzymy na album szkolny z tamtego roku.Wyglądały na co najmniej 20 lat... Musi być przecież jakiś album szkolny, prawda?-spytałam.
-No nie jestem pewny, ale nie zaszkodzi spróbować.- powiedział Nathan uśmiechając się do mnie.
-Ja chciałabym też poszukać coś o Tonks...w końcu to moja ciocia...-dodała Carmen.
Zamurowało nas. Nimfadora Tonks jest przecież żoną Profesora Lupina! Czyli Lupin to wujek Carmen!
-Dobra, będziemy czekać pod obrazem z Grubą Damą, o 17:00- powiedziała Mia.
Pożegnaliśmy się i poszliśmy na eliksiry. 
***
-Oceniłem wasze eliksiry...prawie cała klasa zrobiła źle...nie było ani jednego Wybitnego...czemu jestem taki  zmęczony?...zamiast zwiększyć energię...wasze eliksiry mnie z niej pozbawiły...-powiedział Snape sennym głosem i ziewnął. Weszłam w jego myśli. Marzył o łóżku i poduszce...trzeba by to jakoś korzystnie rozegrać...
-Panie profesorze,-zaczęłam.- skoro jest pan taki zmęczony, może pójdzie pan odpocząć, zostawiając nas pod opieką innego nauczyciela lub ucznia któremu pan ufa...(choć nie wiem czy taki istnieje)
Zamyślił się.
-No dobrze...i tak nie dam rady przeprowadzić dziś lekcji...pójdę do pani Pomfrey...po eliksir energetyczny...zostawiam was na chwilę samych...niczego ni dotykajcie.- i wyszedł. Słuchaliśmy jego oddalających się kroków. Po chwili Nick powiedział z uśmiechem.
-Przynajmniej stracimy trochę lekcji.-
Słysząc to Caroline, wstała i podeszła do biurka Snape'a.
-Caroline co ty robisz!-krzyknęła jakaś puchonka.
-I tak Snape nie będzie nic pamiętał, więc zmienię wszystkim na wybitny.- po tych słowach zaczęła szybko  pisać po kartce. kiedy usłyszeliśmy kroki, czmychnęła na swoje miejsce. Zjawił się profesor Snape, tym razem już normalny.
-Dobrze, nie zdążycie już zrobić żadnego eliksiru. Przeczytam oceny z tamtych.-wytrzeszczył oczy na oceny w dzienniku.- Wszyscy dostali WYBITNY?! Jak...Co?...-zaczął pytać się samego siebie Snape.
-Wie profesor...bo mówił pan, że jesteśmy tacy wspaniali i w ogóle...-powiedział Dan.
Snape zastanawiał się chwilę i dał sobie z tym spokój. Nawijał coś o roślinach  i dał nam oczywiście zadanie domowe.
-Ale numer z tymi ocenami.-zagadnął mnie Jace.
-No, każdy się cieszy...Wybitny od Snape'a...-zaśmialiśmy się oboje. 
Poszłam na obronę przed czarną magią. Dzisiaj wzięliśmy zaklęcie tarczy. 
-Zaklęcie jest bardzo proste i skuteczne. Wyczarowuje tarczę obronną, która odbija zaklęcia.- powiedział Lupin. Dobraliśmy się w pary i ćwiczyliśmy.
-Expelliarmus!-krzyknęła Carmen.
-Protego!-odbiłam jej zaklęcie.
Robiłyśmy to na zmianę. Na koniec lekcji każdy zdobył trochę punktów dla swojego domu i miał już perfekcyjnie opanowane zaklęcie rozbrajające. Poszliśmy do szklarni, na nieszczęsne zielarstwo ze ślizgonami. 
***
Zielarstwo skończyło się 10 minut wcześniej i poszliśmy szybko na zaklęcia. Na korytarzu ćwiczyliśmy zaklęcie lewitacji na piórze, wszystkim z paczki to się udawało. Zaklęcia Chłoszczyść i Alohomora, nie mieliśmy jak ćwiczyć. Na szczęście z nudy wybawił nas początek lekcji. Weszliśmy do klasy ale było w niej całkowicie ciemno. Okna zasłonięte, ale chyba wszystko było na swoim miejscu. Po omacku wszyscy zaczęli szukać swojego miejsca.
-Jak widzicie, zdążyłem przygotować salę na ćwiczenie zaklęcia powodującego światło. Niech wszyscy powiedzą Lumos na 3.-powiedział profesor i zaczął odliczanie.- Jeden...dwa...trzy!-
-Lumos!-wszyscy krzyknęli i z końca mojej różdżki zapaliło się małe światełko, które po chwili zgasło.
-No jeszcze raz. Dopóki wam się nie uda.-powiedział profesor Flitwick.
-Lumos!- krzyknęłam. Tym razem zapaliło się troszeczkę mocniej. Próbowałam jeszcze parę razy i mi się udało.
-Dobrze, już koniec zajęć, poćwiczcie to!-powiedział i wyszliśmy z klasy.
Poszliśmy do pokoju wspólnego.
-Co będziemy robić do 17:00?- zapytała Mia.
-Pierw odróbmy prace domowe, a potem możemy wyjść na błonia, jest piękna pogoda.- powiedziałam.
Szybko uporaliśmy się z zadaniami i wyszliśmy na dwór. Usiedliśmy nad jeziorem. Słońce pięknie grzało, choć było trochę chłodno,w końcu to już jesień...Pierw, żeby zająć czas, zrobiliśmy konkurs puszczania kamieni po wodzie. Mia puściła dwie kaczki, ja jedną, Nick też dwie, a Nathan trzy. Potem szukaliśmy w wodzie jakiś żyjątek, ale nic nie znaleźliśmy. Usiedliśmy pod drzewem i zadawaliśmy sobie pytania, żeby zająć czas.
-Możecie uwierzyć, że żyjemy w świecie pełnym magii?-zapytałam
-Natalie, my jesteśmy półkrwi, wiedzieliśmy to od urodzenia.-powiedział Nathan.
-No tak...czasami zapominam...ja jakoś jestem czystej krwi, ale prawie nic o niej nie wiem.
-Nie zamartwiaj się tym. Przecież zawsze możesz się pytać nas.-dodała z uśmiechem Mia.
-Nawet nie pytać, możesz to przeczytać w naszych głowach.- powiedział Nick wymachując palcami. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Już 16:30. Chodźcie zanim to my się spóźnimy.- powiedziałam.
***
Czekaliśmy pod portretem Grubej Damy. Mia siedziała na podłodze z podciągniętymi kolanami, coś sobie nucąc, Nath chodził w tą i z powrotem, Nick śledził go uważnie wzrokiem, a ja opierałam się o ścianę z założonymi rękami. Patrzyłam co chwila na zegarek...17:05, 17:10...Dlaczego oni się spóźniają?! W końcu wyszli. 
-No nareszcie, myśleliśmy, że się was nie doczekamy!-powiedziałam ze zniecierpliwieniem.
-Przepraszam, zapomnieliśmy...-powiedział Carmen.
-Dobra chodźcie już.- powiedziała Mia i powędrowaliśmy do biblioteki.
***
Biblioteka znajduje się na piątym piętrze. Jest ogromnym pomieszczeniem z wieloma rzędami regałów, półek na których znajdują się dziesiątki tysięcy książek i ksiąg. Po prawej stronie znajduje się biurko zawalone woluminami, w głębi zaś stoi kilkanaście stolików i krzeseł, tworząc przytulną czytelnię. Nad porządkiem czuwa Pani Pince. Cała biblioteka wydzielona została na poszczególne działy tematyczne, z których najlepiej pilnowanym jest Dział ksiąg zakazanych. Znaleźliśmy dział z historią szkoły. Wszyscy przeglądali albumy z uczniami i nauczycielami, oraz co w tym czasie ciekawego się działo. Wszyscy nabrali parę książek i i poszli do stolików. Tylko Carmen nie odrywała oczu od jednej.
-Znalazłaś coś?-zapytał się Max.
-Tak...-dodała, ale zauważyła, że przygląda się stronicom książki.- Znalazłam parę informacji o Nimfadorze Tonks, wiedzieliście, że była w Huffelpufie?- zapytała.
-W tej chwili robimy coś innego.- powiedział oschle Nathan i wrócił do szukania. Po paru godzinach spędzonymi nad książkami, aż oczy bolą. Powieki chciały same mi się zamknąć. Zobaczyłam, że Nathan, Nick, Mia, Bridget i Paul śpią na książce. Jedynie wytrwali Max, Stuart, Carmen i ja. Pobudziłam wszystkich i stwierdziłam, że nie będę ich zamęczać swoimi   problemami i będę sama szukać tych informacji. Odłożyliśmy wszystkie książki na swoje miejsce i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Kiedy ja i Mia weszliśmy do dormitorium dziewcząt każda spała. No tak w końcu już 21:23. Szybko się położyłyśmy i odpłynęłyśmy świat snów.

czwartek, 14 marca 2013

Za dużo pytań za mało odpowiedzi...by Natalie [Środa]

Stałam sama na polanie. Zbierało się na burzę. W oddali biegli dziewczyna i chłopak. Zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Przyjrzałam im się bardziej. Kobieta była oszałamiająco piękna. Miała długie, proste czarne włosy, niebieskie oczy, i trzymała coś w ręku. Mężczyzna wysoki, z brązowymi włosami i też niebieskimi oczami, miał smutną twarz. Biegli nadal trzymając się za ręce. Dobiegli do drzewa. Na samym dole była norka, chyba opuszczona przez nornice. Włożyła tam w pojemniku kartkę papieru z czymś jeszcze. Zauważyłam, że ktoś ich gonił. Był to mężczyzna z blizną na całej twarzy i jak głupi wymachiwał różdżką na wszystkie strony. Kobieta zaczęła uciekać, a mężczyzna został. Dama schowała się za drzewem, a chłopacy toczyli walkę. Człowiek z blizną na całej twarzy, krzyknął zaklęcie i zobaczyłam zielone światło.
-Chris!- krzyknęła kobieta zdradzając swoje położenie. Mężczyzna nie zawahał się ani chwili i poleciało to samo zaklęcie. Kobieta leżała martwa koło swojego męża. Morderca odszedł, upewniając się, ze nikogo w pobliżu już nie ma. Nabiegły mi łzy do oczu. Chciałam do nich podbiec, ale to sen i byłam w nim tylko obserwatorem. Podbiegła jakaś kobieta, bardzo podobna do tej, która leżała na ziemi.
-Sophia!- krzyknęła.- NIE!!!- podbiegła do nich i też płakała. Powiedziała do niej, gładząc ją po twarzy.
-Co z dzieckiem? Gdzie jest Natalie?- spytała.
-Bezpieczna...- To były jej ostatnie słowa.

Obudziłam się. Twarz miałam całą w łzach. Pewnie płakałam całą noc, bo poduszka była niczym woda. Wstałam i spojrzałam na zegarek, 5:38. Nie chciałam już spać. Czułam się bezradna. Nienawiść i smutek ze mnie kipiały. Dlaczego nie mogłam nic zrobić?! Wstałam i w piżamie poszłam do pokoju wspólnego. Znalazłam tam parę kartek i ołówki. Usiadłam na kanapie i starałam się narysować tą kobietę i mężczyznę. Niezbyt mi to wychodziło, nie umiałam oddać jej piękna. Poddałam się. Odłożyłam kartki i szkicownik na swoje miejsce. Rozmyślałam nad tym kto to był. Zapisałam sobie w notatniku (żeby nie zapomnieć) imiona które usłyszałam. Chris i Sophia...A ta druga kobieta? Kim ona była? Może jeszcze żyje? To prawdopodobne, bo wyglądała na 20 lat. Może uda mi się poszperać coś o niej w bibliotece? A to pudełeczko? Nadal jest pod drzewem?  Te pytania ciągle mnie zaręczały... Do pokoju wspólnego wszedł Kevin.

-Ty też nie możesz spać?- spytał. Nic nie mówiąc kiwnęłam głową.
-Chcesz pograć w szachy?- Nie umiałam w to grać ale się zgodziłam.
Rozłożyliśmy plansze, ja ruszałam białymi on czarnymi. Szybko zleciał czas. Więcej zajęło mu tłumaczenie mi gry, niż samo granie. Była 6:23. Postanowiłam ubrać się i wyjść na świeże powietrze. Pierwsza czynność zajęła mi mało czasu.Napisałam jeszcze liścik do mojej "paczki" i włożyłam Mii pod rękę.
***
Byłam na błoniach. Zapach czystego powietrza orzeźwił mnie. Chciałam sprawdzić wszystkie drzewa, by tylko zobaczyć to pudełko. Już miałam wchodzić do lasu, ale usłyszałam za sobą trochę ochrypły głos.
-Gdzie się wybierasz?- odwróciłam się. To był Hagrid. Zrobiłam zawstydzoną minę, ze znowu mnie na czymś przyłapał. Spojrzał na zegarek.
-Śniadanie ci zaraz minie. Może masz ochotę na herbatkę?-zapytał z uśmiechem. Skołowało mnie to. Pierw taki zły, a teraz wesoły.
-Chętnie.- powiedziałam.
Weszliśmy do jego małej chatki. Był tam kominek, a pod oknem leżał pies. Usiadłam na krześle, a on nalał mi herbatki i poczęstował ciastkami.
-Kieł nie bądź niegrzeczny, przywitaj się.- jak na zawołanie, pies zaczął lizać mnie po twarzy. Potem jednak wrócił spać. Harid usiadł kolo mnie i zapytał.
-Dlaczego tak cię ciągnie do zakazanego lasu?-
-Ciekawość to nie grzech.-powiedziałam.
-W Hogwarcie poniekąd tak.- odpowiedział lekko się śmiejąc. Siedzieliśmy trochę w ciszy. Postanowiłam teraz ja mu zadać pytanie.
-Hagridzie, jak długo jesteś gajowym?- To pytanie trochę go skołowało.
-Długo, a co?-
-Bo miałam taki sen, dlatego chciałam pójść do zakazanego lasu.-powiedziałam, chyba był gotów, że opowiem mu sen, ale szybko dodałam.- To był bardzo długi sen.
-Nigdzie mi się nie spieszy.- dodał z uśmiechem. Opowiedziałam mu go ze szczegółami.
-Przykro mi, wtedy było dużo Sophi, taka moda na to imię, nie umiem powiedzieć która była w twoim śnie.- powiedział.- No idź już bo spóźnisz się na lekcje.- dodał uśmiechem.- Jesteś tu mile widziana.
-Dziękuje. Niedługo cię odwiedzę, może uda mi się znaleźć moją przyjaciółkę.- uśmiechnęłam się.
-Carmen Anal?-kiwnęłam.- Odwiedza mnie często. No idź już!- dodał zamykając drzwi. Popędziłam na zielarstwo.
***
Dobraliśmy się w czwórkę, bo pracowaliśmy przy jakiś roślinach.
-Czemu cie nie było na śniadaniu?-spytał Nick szeptem.
Wyjaśniłam im mój sen i jak błam u Hagrida.
-Fajnie.- dodał Nathan i Mia.
-Nie rozmawiać!- ostrzegła nas profesor Sprout.
-Jak myślisz kim była ta kobieta?- zapytał Nick.
-Panie Bagad, czym chce pan się z nami podzielić?- powiedziała ironicznie nauczycielka, wyciągając Nicka na środek. Stał jak otępiały, w końcu otrząsnął się i powiedział.
-Za pięć minut koniec lekcji.- 
-Jak ci tak śpieszno możesz już wyjść.- powiedziała zagniewana i dała mu dodatkową pracę domową.
Pięć minut szybko minęło i poszliśmy na zaklęcia. 
***
Profesor Flitwick kazał nam poćwiczyć zaklęcie czyszczące Chłoszczyść, ponieważ profesor Snape zabrał nam godzinę zaklęć, mówiąc, że eliksiry są ważniejsze. 
-Dzisiaj będziemy ćwiczyć zaklęcie otwierające różne rzeczy. Proszę wyciągnąć różdżki i stanąć w kolejce przed tymi drzwiami.- powiedział Profesor Flitwick i wyczarował piękne drewniane drzwi. Ustawiliśmy się przed nimi.
-Różdżka przed siebie i mówicie: Alohomora. Chyba to nie jest dla was za trudne, hę?- pisnął.
Pierw zaczęli krukoni, prawie wszystkim się udawało.
-Alohomora!-krzyknęłam i drzwi się otworzyły. Po każdym razie nauczyciel mówił zaklęcie zamykające: Colloportus. Lekcja minęła szybko.  Poszliśmy na lunch. Zjedliśmy szybko i poszliśmy na eliksiry.
*** 
-Dziś zrobicie eliksir Energii, 45 strona w książce, czas start.-powiedział Snape bez uczuć.
Szybko znalazłam tą stronę i przeczytałam instrukcję.

Eliksir Energii

Znakomity eliksir nadający się do spożycia, kiedy jesteśmy zmęczeni;
Składniki: sproszkowany ogon jaszczurki, dwoje oczu nietoperza, 3 listki mandragory, kropla krwi jednorożca.
Jak przyrządzamy: 
Posiekaj listki mandragory i wrzuć do kociołka razem ze sproszkowanym ogonem jaszczurki. Zamieszaj energicznie 4 razy. Wyciśnij wodę z oczów nietoperza i zamieszaj. Na koniec dodaj krople krwi jednorożca i zdejmij kociołek z ognia. Poczekaj 3 minuty jak samo wszystko się zmiesza. Po 4 godzinach będzie gotowy do picia.

Zabrałam się do pracy. Po skończeniu, wzięłam fiolkę i dałam ją Snape'owi. Czekałam na innych, zostało jeszcze 5 minut. Kiedy profesor oznajmił koniec lekcji, wszyscy wybiegli z klasy. Poszliśmy na dziedziniec.  Zobaczyłam tam Carmen ze swoimi znajomymi. Przedstawiliśmy się wszyscy, a potem wyciągnęłam Carmen, bo chciałam porozmawiać w cztery oczy. Opowiedziałam jej mój sen i pobyt u Hagrida, potem dodałam.
-Pomożesz mi w szukaniu informacji?-
-Od czego są przyjaciele.- dodała z uśmiechem.- jutro wieczorem koło biblioteki.- dodała i dołączyliśmy do reszty.
***
-Dzień dobry. Dzisiaj będziemy zamieniać guziki w żuki. To jest trudniejsze niż odwrotność, ponieważ trzeba wyczarować wszystkie nerwy,zmienić kolor i tak dalej. Do roboty.- Profesor McGonagall rozdała każdemu po dziesięć guzików. Zamieniałam dopiero w żuka 4 guzika, oczywiście był pół-żukiem, pół-guzikiem. Całkowicie udało mi się przemienić w kompletnego żuka 7 guzik, potem szło łatwo. Po lekcji, poszliśmy na obiad. Zjadłam z przymusu, bo gryzła mnie ciekawość. 
***
Na Obronie przed czarną magią, znowu były boginy. 
-By pokonać bogina, potrzebny jest śmiech. Samo zaklęcie nie wystarczy, pamiętajcie o tym.- przypomniał.- Przygotujcie różdżki!- szafa otworzyła się. Pierw było parę gryfonów, potem krukoni i na samym końcu, wreszcie ja. W sumie to nie wiedziałam czego się bałam, od pokazania nam zaklęcia na dementory, chyba już ich się nie boje. Byłam ciekawa, co będzie moim nowym lękiem. Z szafy ukazał się mężczyzna z bladą cerą, krwistymi oczami i w pelerynie. W ramionach trzymał tą kobietę z mojego snu, nadal żyła ale nie potrafiła mu uciec. Ogarnął mnie strach, żyj, żyj! Z moich oczu popłynęły łzy, to było o stokroć straszniejsze od dementorów. Nienawidziłam kiedy ktoś z moich bliskich cierpiał, a ja byłam bezradna...Zaraz nie byłam bezradna! Mogłam krzyknąć zaklęcie  i odstraszyć bogina, wiedziałam, że przecież to nie dzieje się na prawdę. A jednak ta kobieta nie żyła. Wampir już miał topić kły w szyi pięknej damy, ale krzyknęłam z drżeniem w głosie.
-R...Riddiculus.- Na kłach wampira pojawiły się korki, uciekł, upuszczając kobietę na ziemię. Nie oddychała, zaczęłam szlochać. 
-Koniec na dziś. Do widzenia.- powiedział do wszystkich z serdecznym uśmiechem. Dmuchałam nos w chusteczkę, zdążyłam się już opanować i nie płakałam. Nauczyciel jednak zatrzymał mnie.
-Natalie, kim była ta kobieta?-zapytał.
-Nie wiem...-odparłam ze smutkiem w głosie.
***
Lekcje skończyły się. Poszłam do dormitorium dziewczyn i odłożyłam książki. Poszłam do lochów. Czekał tam na mnie Profesor Snape.
-Dzień dobry.- odparłam.
-Witaj Blueye, wież po co tu jesteś. Zaczynamy, skup się na mnie i przeczytaj o czym myślę.-
Tak w sumie, miałam to trochę opanowane. Nic trudnego, wystarczy się skupić na danej osobie i już czytam jej myśli, wchodzę w wspomnienia, przeglądam jak na seansie filmowym dobre i złe myśli, lub po prostu słyszę słowa bez obrazów. Mniej opanowane jednak miałam, mówienie w cudzej głowie. Nadal poruszałam ustami.
,,-Oceniłem już wasze napoje, nie chcesz wiedzieć co dostałaś"-
-Co dostałam?!-spytałam.
-Nie bądź ciekawska, jutro się dowiesz.- powiedział Snape, z triumfem na twarzy.- jeszcze raz.
,,-Niedługo będę sędziować na meczu w Quidditcha."-
-Na prawdę? Będzie pan sędziować?-
-Masz tu już opanowane, sięgnij mi teraz do wspomnień, a ja będę stosować oklumencję.-
Sięgnęłam do jego wspomnień, leżał młody profesor Snape na łące z jakąś ruda dziewczynką. Chyba Snape dowiedział się, że już weszłam głęboko do jego wspomnień.
-Dosyć Blueye, muszę mieć swoje tajemnice.- syknął. Przestałam.
-Teraz powiedz mi coś.- O czym tu powiedzieć nauczycielowi?!
,,-Na prawdę, będzie pan sędziował na meczu Quidditcha?"-
-No to musimy poćwiczyć, poruszasz ustami. Możesz już iść.- powiedział i wyprosił mnie z lochów. Szłam zamyślona, kim była ta kobieta? Ciągle gryzło mnie to po głowie. Nagle znalazłam się na podłodze. Ocknęłam się, wszędzie leżały książki. 
-Uważaj jak chodzisz!- krzyknął brunet.
-Tony?- spytałam.
-Natalie? Oj sory ja też powinienem uważać, nic nie widziałem przez te książki.- odparł rumieniąc się.
-Nic się nie stało. Pomóc ci?-zapytałam.
-Jak chcesz.- I zaczęliśmy zbierać książki. Podzieliliśmy je na dwie równe kupki i zaczęliśmy schodzić do lochów.
-Po co ci tyle książek?-spytałam.
-Nie tylko krukoni się uczą.- odparł ze śmiechem.
Stanęliśmy przed kamienną ścianą, a on powiedział hasło, tak cicho, żebym nie słyszała.
-Dzięki za pomoc.-dałam mu wszystkie książki i pożegnałam się z nim.
Idąc do pokoju wspólnego dostałam książką w głowę. Obróciłam się. Za mną szla puchonka z książkami, gadająca z koleżanką. Może to przez przypadek? Znowu oberwałam.
-Dlaczego rzucasz we mnie książkami?-spytałam z irytacją.
-To nie ja, to Irytek Poltergiest.- zobaczyłam jak lata tam z książkami w ręce. Miał złośliwy uśmieszek i małe oczka. Wzięłam książkę i rzuciłam w Irytka.
-Chcesz wojnę, chcesz wojnę?-krzyczał Irytek. Zobaczył, że przestałam rzucać książkami i powiedział kiedy odchodziłam.- Dzidzia musi się wypłakać.
Po chwili byłam już w pokoju wspólnym i opowiadałam jak było na lekcjach ze Snapem. Po mojej przemowie wszyscy ucichli. Cisza trwała w nieskończoność, w końcu przerwałam ją.
-Musze znaleźć jakąś wskazówkę, kim była ta kobieta.-
-Pomożemy ci.- powiedziała Mia kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dziękuje.- uśmiechnęłam się do nich.  
Poszłam do dormitorium, przebrałam się w piżamę i już miałam zasypiać, kiedy naszła mnie dzika myśl. Może by pójść do zakazanego lasu, poszukać tego pudełeczka? Natalie, nie bądź głupia! Po ciemku nic nie znajdziesz, pierw trzeba poszukać w bibliotece i pytać ludzi. Położyłam się i chwile patrzyłam na baldachim. Może przyśni mi się jakaś podpowiedź. Zasnęłam.

środa, 13 marca 2013

Metamorfomag, Rose i [...] by Carmen :P

Nie! Co?! To był tylko sen, przecież Rose siedzi spokojnie w sowiarni... Prawda? Miejmy taką nadzieję. Znowu jest tak wcześnie. Nie! 6:34. Czemu ja tak wcześnie wstaję!? Teraz to Paul pewnie jeszcze śpi, bo powiedział mi wczoraj, że jest bardzo zmęczony. Zeszłam na dół. W salonie ani żywej duszy. Wróciłam do pokoju się przebrać. 6:45. Ech... Czy o tej porze jest już śniadanie? Wątpię, ale i tak pójdę sprawdzić. Wyszłam z dormitorium. Ruszyłam po schodach na dół.
-Hehehehahhahyhyhy!!- kto to?! Ten śmiech... Aa! Coś rzuciło we mnie balonem z wodą! Aa!! No teraz to przesada! Rzucać w dzieci krzesłami?! Co to jest? Dokładnie kilka metrów ode mnie wisiał w powietrzu mały stworek. Miał śmieszne ubranie i ciągle się złośliwie uśmiechał.
-Co tu robisz tak wcześnie?- zaskrzeczał.- Takie małe bobasy jak ty, powinny spać jeszcze w swoich różowych łóżeczkach!- tym razem cisnął we mnie szklanym wazonem, który rozbił się kilka cali od mojej głowy. Kim on jest?! Lepiej się wycofać. Zeszłam więc powoli po schodach, kiedy mały szkodnik oglądał obraz z wizerunkiem jakiegoś starszego pana. Człowiek się zaczął buntować, bo "coś' chciało go podnieść. Przyglądając się mu cały czas, szłam tyłem. Nagle schody zaczęły się przemieszczać. Złapałam się szybko kamiennej poręczy. Szybko pobiegłam przed siebie. Słyszałam wołania duszka. Nie mam pojęcia gdzie jestem! Jakiś balkonik! Szybko wślizgnęłam się na niego. Krzyki ucichły. Wróciłam tą samą drogą.

Po śniadaniu ruszyliśmy w stronę sali do Historii Magii. Parę puchonów czekało już na początek lekcji.
-To na pewno był Irytek. Z tego co opowiedziałaś, jestem tego pewny. Nikt inny w Hogwardzie nie rzuciłby w kogoś krzesłem!- odparł Paul. Następnym razem będę go unikać. Drzwi się otworzyły. Weszliśmy do sali. Duch Profesora Binnsa wyleciał z podłogi. Tym razem mieliśmy omawiać początki świata magicznego. Wyszystko o Goblinach w tamtych czasach, czarodziejach i czarownicach, a także o prawach podlegających im. I to przez dwie godziny! Nie wiem czy to wytrzymam... Głos ducha był tak monotonny i senny.
-Na następną lekcję proszę przygotować wszystkie prawa przykazane Goblinom w III wieku.- i jeszcze zadanie domowe! Nie... Teraz lunch. Nawet zgłodniałam.
-Już myślałem, że nie zaśniesz. A jednak...- powiedział Stuu szczerząc zęby. Zeszliśmy do Wielkiej Sali. Nabrałam dwa tosty i jabłko. Sok dyniowy... A teraz... Hmmm... Zerknę na plan... Zaklęcia ze Ślizgonami. Nie najgorzej, choć wolałabym już transmutację. Szybko wszystko zjadłam. Jabłko zjem po drodze. Poczekałam na nich i ruszyliśmy w stronę dziedzińca transmutacji. Usiadłam na ławce.

Weszliśmy do klasy. Wyciągnęłam różdżkę i podręcznik.
-Dzisiaj będziemy ćwiczyć zaklęcie otwierające różne rzeczy. Proszę wyciągnąć różdżki i stanąć w kolejce przed tymi drzwiami.- powiedział Profesor Flitwick i wyczarował piękne drewniane drzwi. Ustawiliśmy się przed nimi.
-Różdżka przed siebie i mówicie: Alohomora. Chyba to nie jest dla was za trudne, hę?- pisnął.
-Alohomora!- krzyknęła jakaś Ślizgonka stojąca na początku. Drzwi otworzyły się ze zgrzytem. Czarodziej po każdym zaklęciu rzuconym na drzwi, machał różdżką mówiąc coś w rodzaju: Colloportus.

Pod koniec, profesor pożegnał się z nami i oznajmił, że powinniśmy dalej ćwiczyć zaklęcie powodujące lewitacje danego przedmiotu. Daleko nie musieliśmy iść. Sala od transmutacji jest bardzo blisko tej sali. Byliśmy tam pierwsi. Korzystając z w miarę ładnej pogody, wyszliśmy na dziedziniec. Po paru minutach przyszła Natalie z prawdopodobnie swoimi znajomymi z Ravenclawu. Przyszli do nas. Przywitaliśmy się wszyscy. Zaczęło się poznawanie, bo wcześniej nie było okazji. Nathan, Nick i Mia, to przyjaciele Natalie. My też się przedstawiliśmy. Porozmawialiśmy trochę. Natalie wyciągnęła mnie, by porozmawiać na osobności. Opowiedziała mi swój sen i pobyt u Hagrida. Obiecałam jej pomóc w szukaniu informacji. Dołączyliśmy do reszty, gdy zaczęła się lekcja poszliśmy razem do sali.
-Dzień dobry. Dzisiaj będziemy zamieniać guziki w żuki. To jest trudniejsze niż odwrotność, ponieważ trzeba wyczarować wszystkie nerwy,zmienić kolor i tak dalej. Do roboty.- Profesor McGonagall rozdała każdemu po dziesięć guzików. Mi dopiero za którymś razem się udało. Pierwszy żuk był koloru guzika. Kolejne nabierały powoli kolor, który wybrałam. Pod koniec lekcji udało mi się z trudem zamienić wszystkie guziki. Dostałam nawet 10 punktów dla mojego domu.

Po obiedzie ruszyliśmy na wieżę od Obrony przed czarną magią. Na lekcji Lupin oznajmił, że znowu poćwiczymy boginy. Mówił jeszcze, że jest to bardzo ważne, byśmy potrafili zmierzyć się ze swoimi lękami. Tak więc znowu ustawiliśmy się w kolejce przed szafą. Profesor przypomniał, byśmy wyobraziliśmy sobie coś śmiesznego.
-By pokonać bogina, potrzebny jest śmiech. Samo zaklęcie nie wystarczy, pamiętajcie o tym.- przypomniał.- Przygotujcie różdżki!- szafa otworzyła się. Wyszła z niej powoli mumia. Mika szybko krzyknęła zaklęcie i mumia zamieniła się w rolkę papieru. Wszyscy oczywiście w śmiech.
Nadeszła kolej na mnie. Patrzyłam jak bogin próbował znaleźć mój największy strach. Nagle na podłodze zobaczyłam Rose. Leżała martwa. Zaczęły po niej chodzić muchy. Jedna chyba weszła jej do gardła... Poczułam łzy w oczach. Serce mi jakby pękło. "To tylko bogin, Carmen. Pomyśl o czymś wesołym i rzuć zaklęcie. Dasz radę." usłyszałam jakby z oddali głos Lupina. Podniosłam rękę.
-Riddiculus!- usłyszałam swój własny głos. Nagle sowa podniosła się z podłogi. Zaczęła latać po całej sali. Robiła salta i piruety. Wszyscy byli szczęśliwi. Lupin uśmiechnął się do mnie życzliwie.

-Ja idę na te dodatkowe zajęcia u McGonagall. Spotkamy się w pokoju wspólnym, ok?- spytałam.
-Ok. Może nauczysz się czegoś, to nam pokażesz.- Paul wyszczerzył zęby.
-Może. Do zobaczenia!- pobiegłam do sali transmutacji. Tam miały się odbywać lekcje. Profesor McGonagall już czekała.
-Witaj. Usiądź. Zaraz do ciebie przyjdę. Muszę tylko coś załatwić- pokiwałam tylko głową.
Hmmm... A może być tak spróbować coś zmienić. Może kolor włosów? Ale jak to się robi? Mmmmmm.... Blond włosy. Blond włosy! Nic się nie stało... Szkoda.
-Dobrze, a więc zacznijmy lekcję.- ale ona jest szybka!- ja nie jestem metamorfomagiem, ale mogę ci dać wskazówki lub pomóc opanować twoją, że tak powiem, moc. Na razie wiemy tyle, że zmieniasz się, gdy wpływają na ciebie silne emocje. No ale cóż, czas już nad tym zapanować, czyż nie?-

-Dziękuję Pani Profesor. Do widzenia.-
-Carmen.-
-Yyyy... Tak?- coś się stało?
-Mam do ciebie jeszcze jedną sprawę. Chodzi mianowicie o Profesora Lupina i o Nimfadore Tonks. Nie wiem czy wiesz, ale oni są małżeństwem, a po rozmowie z Profesorem Dumbledorem, wywnioskowaliśmy, że twoja mama jest siostrą Tonks. Jeszcze nie jesteśmy pewni. Wysłaliśmy sowę do Tonks oraz do twojej matki. A co do Profesora Lupina, to pewnie się już domyślasz, że jeśli to okaże się prawdą, to... Remus jest twoim wujkiem. Nie wiem jak to może wpłynąć na twoje relacje z Remusem, ale chyba teraz też są bardzo dobre. Yyyy... Carmen...- naprawdę? Lupin moim WUJKIEM?! To niemożliwe!
-To ja może już pójdę... Czekają na mnie...- wyszłam spokojnie s sali. Gdy byłam na zewnątrz pobiegłam ile sił w nogach do salonu Gryfonów.

-Naprawdę?! Tak powiedziała McGonagall?- Bridget nie mogła uwierzyć własnym uszom. Albo mi...
-Dokładnie tak.-
-A nauczyłaś się zmieniać coś w sobie?- spytał nieśmiało Paul.
-No, trochę tak.- to chyba jest ciekawszy temat.- Nie wiem czy mi się uda, ale mogę spróbować.- uśmiechnęłam się do niego. Zamknęłam oczy. Skupiłam się mocno na moich włosach. Teraz kolor. Może czarny? Niech będzie. Jeszcze więcej skupienia...
-Łał! Masz teraz czarne włosy! Naprawdę! Idź zobacz do lustra.- Stuu nie mógł uwierzyć. Ja również. Pobiegłam szybko do lustra. Faktycznie mi się udało! Nie były tak do końca czarne, bo gdzie nie gdzie widać było brązowe loki, ale mi tyle wystarczyło. A co do Lupina... Może nawet fajnie, że jest moim wujkiem...

poniedziałek, 11 marca 2013

Wtorek, moc Natalie oraz nauka zaklęcia by Carmen

Kolejny dzień w tym niesamowitym zamku. Powoli wstałam z łóżka. Patrzę na zegarek, a tam widnieje godzina 6:49. Trochę wcześnie. Cicho ubrałam się i spakowałam od razu na lekcje. Dałam Rose smakołyk dla sów. Ona zahuczała cichutko.
-Nudzi ci się tutaj?- sowa jakby zrozumiała i podreptała w miejscu. Chyba jest tutaj sowiarnia. Mogłabym ją tam dać. Wyszłam z sypialni. W pokoju wspólnym nikogo jeszcze nie było. Ciekawe, czy mogę wyjść z zamku tak wcześnie. Na śniadaniu raczej nikogo jeszcze nie ma.
-Kto tu jest? A to ty Carmen. Co tu robisz tak wcześnie?- to Paul. Prawdopodobnie dopiero wstał.
-Chciałam iść do sowiarni z Rose.- chłopak widocznie się ożywił.
-Mogę iść z tobą? Szybko się przebiorę. Zaraz przyjdę!- szybko poleciał do sypialni. Pięć minut później był już na dole. Nikt nadal nie wstał. Wyszliśmy. Rozmawialiśmy trochę o Quidditchu. Poszliśmy do wieży z zegarem. Na dziedzińcu znowu spotkaliśmy Hagrida.
-Hej dzieciaki. Tak wcześnie wstaliście? Gdzie idziecie?- Hagrid miał dobry humor.
-Idziemy do sowiarni. Rose nie chce siedzieć w sypialni.- Hagrid zrobił dziwną minę. No tak...- To jest Rose.- powiedziałam, wyciągając sówkę na rękach. Powiedział, że jest bardzo ładna, jednak musi iść do Profesora Dumbledore'a. Pożegnaliśmy się. Ruszyliśmy ponownie przez błonia.

***

Na śniadanie przychodziło coraz więcej osób. Gdy Stuu i Bridget zjedli, wróciliśmy do dormitorium po torby  ruszyliśmy w stronę wieży północnej. Na lekcji mówiliśmy przede wszystkim o zbiorach gwiazd. Było nawet ciekawie. Znowu lekcja z Krukonami. Yey! Obrona przed czarną magią. Znowu trochę łażenia po szkole. Tym razem Lupin powiedział, że dzisiaj będzie zaklęcie rozbrajające, a następna lekcja znowu boginy. Mieliśmy się dobrać w pary. Ja oczywiście z Natalie. Paul trochę posmutniał, ale w końcu stanął w parze ze Stuart'em. Nie było tak źle. Zarobiłam nawet parę punktów dla mojego domu.

Lunch.
-Fajne to zaklęcie. Przydatne. Teraz żaden Ślizgon nic nam nie zrobi.- powiedział Paul machając różdżką w powietrzu. Wszyscy nałożyliśmy sobie po kanapce- Ja, Paul, Bridget, Stuu i Max. Lubi z nami spędzać czas. 
Przed salą do transmutacji czekało już trochę Krukonów. Gdy przyszła Profesor McGonagall, wpuściła nas do sali. Rozdała nam po żuku. Mieliśmy je zamienić w guziki. Natalie nawet dobrze szło. Ja zamieniłam około 12 żuków. Znów punkty! Tym razem 15! Ravenclaw też trochę dostał. Paul wyszedł pod koniec lekcji z sali dumny jak paw.
-O co chodzi?- spytałam z rozbawieniem.
-Zobacz.- wystawił do mnie rękę. Trzymał w niej dwa guziki.- Nieźle, co?- teraz to cała nasza piątka buchnęła śmiechem.
-A tak w ogóle, to co teraz mamy?- spytał Max.
-Historia magii.- Stuu nie wyglądał na zadowolonego. Historia jest przecież z Puchonami.
Czy lekcja naprawdę może być prowadzona przez ducha?! No trudno i tak chyba nie będzie tak źle. Nikt zbytnio entuzjazmu nie wykazywał. Usiedliśmy w ławkach. Nagle z tablicy wyłonił się stary i trochę przeźroczysty duch. Wyglądał jak trup i raczej nim był.
-Niemożliwe, że robiłaś notatki przez całą lekcje!- Stuart był zszokowany. Sam dwa razy zasnął. Ja chyba zaraz też padnę na ziemię i zasnę.

Po obiedzie mamy półtora godziny wolnego.
-Może pójdziemy na błonia? Podobno Hagrid ma tam chatkę. Odwiedzimy go?- spytałam reszty. Wszyscy się zgodzili. Ruszyliśmy w stronę dziedzińca wieży z zegarem. Po 10 minutach byliśmy pod małą chatką na skraju Zakazanego Lasu. Zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył nam ten sam olbrzym, z którym spotkałam się rano na dziedzińcu. Uśmiechnął się do nas i wpuścił do środka. Wnętrze tego domku, było małe i dosyć przytulne. Piecyk, stół i łóżko. Znalazły się także dziwne dzbany i kredens.
-Co was do mnie sprowadza? Chcecie herbaty?- zapytał się nastawiając wodę.
-Chętnie.- odpowiedziałam za wszystkich. Wydawali się trochę zamknięci w sobie. Jedynie Paul siedział nawet wyluzowany.- Mamy przerwę między lekcjami. Chcieliśmy wpaść do ciebie i zapytać, jak co tam u ciebie.-
-To miłe z waszej strony.- odparł podając nam gorącą herbatę.- Jak tam pierwszy dzień w nowej szkole?-

Pożegnaliśmy się z Hagridem i ruszyliśmy w stronę zamku.
-Wygląda trochę strasznie.- odrzekła Bridget. Max potwierdził bezgłośnie. Nie dziwię im się, ale dla mnie on jest miłym i pogodnym człowiekiem. Jeśli on w ogóle nim jest!
-Zaklęcia ze Slytherinem.- Mam nadzieję, że zdążymy. Zostało niewiele czasu.

Nareszcie! O mały włos, byśmy się spóźnili. Usiadłam obok Brian'a i jakiegoś Ślizgona.
-Dzisiaj nauczymy się zaklęcia wymuszającego lewitację danego przedmiotu lub rzeczy.- rzekł Profesor Flitwick.- Wyjmijcie różdżki. Najpierw ruch. O tak. Obrót i trach! Doskonale. Wymowa, to Wingardium Leviosa. A teraz próbujcie!- Wyjęłam swoje pióro.
-Wingardium Leviosa! Wingardium Leviosa!-
-Pamiętajcie o ruchu nadgarstka!- pisnął mały czarodziej.
-Wingardium Leviosa!- Tak! Udało się! Niestety tylko na jakieś 5 sekund.

Teraz tylko do Lupina i koniec. Może lepiej jak pójdę sama. Weszłam do klasy do Obrony przed czarną magią. Natalie jeszcze nie było.
Gdy przyszła, Lupin oznajmił, że ma zamiar nam pokazać zaklęcie przeciw dementorom. Chce, żebyśmy się ich nie bały, czy coś tam. Wymowa to Expecto Patronum. Spróbowałyśmy obie, ale z różdżek wyleciała tylko biała mgiełka. No tak jeszcze trzeba myśleć o czymś szczęśliwym. O najszczęśliwszej rzeczy, która nas spotkała w życiu...

Nie chce mi się na razie wracać do dormitorium. Pochodziłam trochę po zamku. Byłam chyba niedaleko dormitorium Ravenclawu, bo zza rogu wypadła Natalie i poprosiła, bym zaprowadziła ją do skrzydła szpitalnego. Na miejscu, Pani Pomfrey kazała mi pójść po Profesora Snape'a, bo Natalie słyszy dziwne głosy w swojej głowie. Snape oczywiście w swoim gabinecie w lochach. A gdzie indziej. Opowiedziałam mu o Pani Pomfrey i o Natalie. Pobiegliśmy do skrzydła szpitalnego. Zaczęli coś gadać chyba o Natalie. Ona siedziała przestraszona na łóżku. Już mam tego trochę dosyć... Chyba moje włosy znowu zmieniły kolor, dlatego opanowałam się. Chyba nikt tego nie zauważył.

Nareszcie! Tylko zadanie domowe i można iść spać! Co tam jest zadane... Usiadłam z pokoju wspólnym. Tylko parę osób było. Usiadłam przy kominku razem z Paulem oczywiście i zaczęliśmy odrabianie. Transmutacja. Od razu zamieniłam guzik w żuka i na odwrót. Jest OK. Paul miał większe problemy, ale jakoś daliśmy radę. Przysiadł się do nas Stuu.

Nareszcie wieczór. Dziewczyny już przebierają się w piżdżamy. Ja chyba zrobię to samo. Dzisiejszy dzień zaliczam do udanych...

Patronus(+ dziwne głosy w głowie)[Wtorek] by Natalie

Obudziłam się rano. Tym razem o 7:30. Wszystkie dziewczyny już powstawały. Rozczesałam szybko włosy i przebrałam się w mundurek. Wzięłam potrzebne rzeczy i wszystkie razem ruszyłyśmy na śniadanie. Gadałyśmy głównie o nauce i o tym, że to dla nas "kara" nie dostać nic na pracę domową. Połowa Wielkiej Sali była zapełniona. Nałożyłam sobie płatki. Reszta dziewczyn wzięła jajecznice lub kanapki. Caroline patrzyła na talerz.
-Gofry czy płatki.- usłyszałam.
-Płatki, gofry zjesz jutro.- powiedziałam. Wszystkie dziewczyny popatrzyły się na mnie.
-O co chodzi?- odpowiedziałam.
-Ja nic nie powiedziałam.- dodała Caroline, ale po chwili nikt już o tym nie wspominał. Poszłyśmy na wieżę astronomiczną, o tak! Trzy lekcje pod rząd z gryfonami! Trafiliśmy akurat równo 9:00 i przyszła pani Sinistra. Weszłyśmy do klasy. Usiadłam koło Carmen i Mii. Cała lekcja minęła szybko. Rozmawialiśmy o zbiorach gwiazd. Mnie akurat to interesowało. Teraz obrona przed czarna magia. Wszędzie trafiałam na czas. Zajęłam swoje miejsce. Po kilku minutach przyszedł Lupin i jak zwykle kazał schować książki. Odsunął zaklęciem stoły na bok, tak żeby było miejsce na ćwiczenie zaklęcia. 
-Witam was, na naszej drugiej lekcji. Dziś poćwiczymy zaklęcie rozbrajające. Dobierzcie się w pary. Oczywiście poszłam do Carmen. Profesor Lupin podał nam formułkę zaklęcia. Dałam znać Carmen, żeby zaczęła pierwsza. Ona powiedziała zaklęcie i z łatwością wytrąciła mi różdżkę. Teraz ja.
-Expelliarmus!- powiedziałam i ukazał się szmaragdowy błysk oraz świst. jej różdżka wyleciała w powietrze.
-Po pięć punktów dla Ravenclawu i Gryffindoru.- nagrodził nas z uśmiechem. Lekcja niestety szybko się skończyła. Teraz był czas na lunch. Kanapki zjadłam z Nutellą. Szybko poszłam na transmutację, Mia towarzyszyła mi. Nagle jakby znikąd pojawili się Nick i Nathan. Mieli oburzone miny.
-Fajnie tak pochodzić z nowymi znajomymi, bez słowa informacji dla nas?- powiedział Nathan
-Przepraszam, ze was nie poinformowałam, ale chciałam pobyć trochę z dziewczynami.- powiedziałam smutnie. Dostrzegłam siniaka na ręce Nicka.- Co ci się stało?
-Czekaliśmy na ciebie z pójściem na śniadanie, i sprawdziłem czy ciebie nie ma w dormitorium, ale tym razem kanapa się nie przysunęła.- dodał piorunując mnie wzrokiem.
- Dobra następnym razem wam powiem!-powiedziałam.-Zgoda?
-Zgoda.- odparli razem.
-Mia, czemu się nie odzywasz.- spytał Nath.
-Przysłuchiwałam się rozmowie.- odparła
-Chcesz dołączyć do naszej paczki? Nazywamy się Niewerbalni.-powiedział Nick
-Chętnie.-dodała z uśmiechem
-Ale więcej ludzi już nie przyjmujemy.-odparł Nath i pobiegliśmy na transmutację.
***
Na lekcji zmienialiśmy żuka w guziki. Carmen szło prosto, szybko i dokładnie. Zamieniła swoje 12 zuków w guziki. mi tez nawet nieźle szło. 
Teraz nasza paczką udaliśmy się do szklarni. Omawialiśmy rośliny trujące. Lekcja przebiegła szybko mimo tego, że dostaliśmy pracę domową. Potem mieliśmy obiad. Zjadłam zupę grzybową i makaron z serem. 
-Snape chyba ocenił nasze eliksiry...obawiam się najgorszego.- powiedział Nick.
-Ja myślę że dostanę.- zerknęłam na oceny napisane pod planem. W-wybitny,P-powyżej oczekiwań,Z-zadowalający,N-nędzny,O-okropny,T-troll.-Nędzny.
poszliśmy po zjedzonym posiłku na lekcję. Profesor Snape siedział już za biurkiem. Zaprosił nas gestem do klasy. Kiedy wszyscy usiedli, powiedział.
-Sprawdziłem wasze napoje z czyraków. Oceny nie są najlepsze, jednak dwie osoby dostały Wybitny, bo ich napój działał poprawnie.-zrobił przerwę.-Czytam oceny jakie dostaliście.-wziął dziennik i czytał.
-Isabella Falyell- Zadowalający. Dan Starbin- Powyżej Oczekiwań.- Wyczytał wszystkich puchonów i zdążył przeczytać parę dziewczyn z Ravenclawu.-Mia Cosenlive- Nędzny. Nick Bagad- Okropny.- Zaraz czemu mnie ominął, mam aż tak źle?!- Nathan Yoling- Zadowalający.- Kończył czytać chłopaków.- Wybitny dostali. Jace Kingston (ten to w ogóle był we wszystkim najlepszy) i Natalie Blueye.- nie mogę uwierzyć własnym uszom! Dostałam Wybitny!! Na lekcji Snape mówił nam o właściwościach leczniczych ziół i zdał nam pracę domową. Kiedy wychodziliśmy z klasy, Jace powiedział do mnie.
-Nie wiedziałem, że jesteś dobra z eliksirów.- powiedział jakby czuł konkurencję.
-Ty i tak jesteś we WSZYSTKIM najlepszy.- prychnęłam odchodząc. 
Poszłam teraz na umówione lekcje profesorem Lupinem. Zastałam go już w klasie z Carmen.
-Witam was dziewczynki. Pokażę wam zaklęcie przeciw dementorom. Brzmi ono Expecto Patronum. Trzeba pomyśleć o najszczęśliwszym wspomnieniu. Spróbujcie.-
Jakie było moje najszczęśliwsze wspomnienie? Jak dostałam list z Hogwartu. 
-Expecto Patronus!- krzyknęłam, ale pokazał się jedynie jakiś niewyraźny kształt. Carmen zrobiła to samo i ukazał się taki sam rezultat.
-Dobrze możecie już iść.- Wyszłyśmy z klasy. Podążyłam do pokoju wspólnego by odrobić lekcję. Kiedy napisałam już wszystko. Byłam niezwykle skupiona. Nagle głowa zaczęła mnie strasznie boleć, jakby wszyscy naraz mówili.
,,-Co zjeść na kolację?"-
,,-Głupi Snape"-
,,-Czy tu są dyskoteki?"-
-PRZESTAŃCIE!!!!!-krzyknęłam na cały pokój wspólny. Wszyscy na mnie dziwnie się patrzyli. Wybiegłam z pokoju wspólnego i wpadłam na Carmen, nie wiem co ona tu robiła.
-Proszę, pójdź ze mną do pani Pomfrey.- poprosiłam. Ona zgodziła się i poszłyśmy.
Na oddziale nikogo nie było.
-Pani Pomfrey!- zawołała Carmen. migiem przyszła i przebadała mnie. 
-Co cię boli?-
-Głowa, słyszę jakby wszyscy mówili choć tego nie robią.- powiedziałam.
-Trudna sprawa.- znowu coś usłyszałam.
-Wiem, że trudna, ale pani na pewno mnie wyleczy.- Zrobiła duże oczy.
-Dziecko, ale ja nic nie powiedziałam.-
-Niech pani o czymś pomyśli.- powiedziałam.
,,-Ciekawe co u Dumbledora."-
-Pomyślała pani o Dumbledorze?- spytałam.
-Carmen, idź po profesora Snape'a- powiedziała. Czekałam i nastała niezręczna cisza. Po kilku minutach przyszedł Snape.
-O co chodzi Poppy?- powiedział
-Chodź na chwilkę.- powiedziała i poszli coś obgadać, prawdopodobnie przypuszczenia co mi jest. Wrócili i Snape zadał mi pytanie.
-O czym myślę?-
Skupiłam się i skoncentrowałam na nauczycielu.
,,-Z utęsknieniem czekam na lato."-
-Z utęsknieniem czeka pan na lato.- mina mu spochmurniała.
-Czy ta choroba jest bardzo groźna?- spytałam
-Dziecko, o czym ty pleciesz?!- krzyknęła pani Pomfrey.
-Przypuszczamy, że masz zdolność czytania w myślach. Nie ważne czy ktoś zamknie umysł przed tobą czy nie, i tak możesz przeniknąć...no skoro Pani Trealawney ma wewnętrzne oko, czemu ty nie możesz czytać w myślach?- powiedział do siebie ostatnie zdanie.
-A mogę komuś mówić w umyśle?- spytałam.
-Tego nie wiem, ale będę musiał cię uczyć panować nad tym i powiedzieć o twojej zdolności Dumbeldorowi.- po tych sowach odszedł. My z Carmen też wyszłyśmy.
- Ale fajnie! Spróbuj mi coś powiedzieć w myślach!- powiedziała do mnie.Skoncentrowałam się na niej i powiedziałam.
,,-Cześć i jak?"-
-Wow, ale super!- krzyknęła i poszłyśmy w mrok korytarzy.

***
Siedziałam w bibliotece i czytałam książki. Nagle wszedł profesor Snape.
-Blueye, wszędzie cię szukam.-syknął na mnie.- Lekcje mamy w środy i piątki.- po tych słowach wyszedł.
Odłożyłam książkę i wróciłam do pokoju wspólnego. Zastałam tam tylko Nicka, Nathana i Mie, ogromnie zasmuconych. Chciałam przejść niezauważona, ale Nathan zatrzymał mnie. 
-Nat, wszystko w porządku? Czemu tak krzyczałaś?- zapytał. Przysiadłam na krześle, przy stole, a oni koło mnie.
-Już wszystko w porządku. Nie muszę wam mówić.-wiem, że byłam nietaktowna, ale chciałam szybko znaleźć się w łóżku.
-Nie wstydź się, mów.- ciągnęła Mia. Powiedziałam im, ze umiem czytać cudze myśli i przemawiać w ich głowach. Wspomniałam  również o lekcjach ze Snape'm, żebym umiała to kontrolować.
-Fajnie, ale na pewno chcesz teraz odpocząć...po tym dniu.- Mia mnie zrozumiała. Kiwnęłam głową. Gdy już miałam kłaść się spać, postanowiłam napisać do rodziców. Wzięłam pergamin i pióro.

Kochani Rachel i Tom.
Jest już drugi dzień w Hogwarcie, chciałam wam napisać o minionym dniu. Dostałam dzisiaj Wybitny, (na dole napisze wam jakie są oceny i plan lekcji) z eliksirów, przez wyjątkowo skąpego nauczyciela. Dowiedziałam się też, że umiem czytać w myślach.    
                                                                                           Całuski Natalie
Dopisałam oceny i plan lekcji. Zawołałam Quietama, żeby wysłała wiadomość. Niestety jutro musiał być już w sowiarni.
-Do Rachel i Toma.- powiedziałam i odleciał.